Lekomania - Objawy

  • codzienny przymus regularnego zażywania określonej dawki leku uspokajającego (benzodiazepiny), po to by w ogóle móc zacząć funkcjonować

    Pamiętam okres, kiedy tolerancja organizmu i uzależnienie od przyjmowanego leku rozwinęło się u mnie już tak bardzo, że pierwszą rzeczą, jaką rano robiłem zaraz po przebudzeniu było zażycie określonej dawki leku, później dopiero toaleta, jedzenie.. Wtedy wydawało się mi to naturalne, cierpię na nerwicę – muszę brać leki,a to, że było ich dużo (?) no cóż, uzależnienie rozwija się powoli i stopniowo, usypia czujność, pomniejsza, racjonalizuje, człowiek próbuje się oszukiwać, nie widzi pewnych rzeczy,

  • noszenie stale przy sobie, w teczce, torebce, w kieszeni, w portfelu, określonej, wydzielonej porcji tabletek (na cały dzień)..

    Ja nosiłem w teczce, ewentualnie w małej kieszonce spodni lub koszuli, zapinanej lub wystarczająco ciasnej, żeby nic nie wypadło i nie było powodem krępującej sytuacji..Czasem też w okładce dokumentów..Nie były włożone byle gdzie, jak wsadza się coś mało ważnego, dokładnie musiałem wiedzieć i wiedziałem, gdzie je mam, pilnowałem, by nie wkładać ich do tylnej kieszenie, by na nich nie usiąść..Znam dziewczynę, która leki nosiła gdzie (?!)..w staniku, czy też za stanikiem (nie dopytywałem dokładnie :)).. Leki były moim stałym „wyposażeniem” każdodniowej wyprawki, oprócz wydzielonej ilości miałem zawsze „naddatek”, gdyby wydarzyło się coś nieprzewidzianego i bardziej stresującego..

  • ukrywanie leków w jakimś miejscu (skrytce) w domu znanej tylko uzależnionemu, chowanie przed pozostałymi domownikami, po to by np ukryć przed nimi fakt przyjmowania dużo większych dawek lub w ogóle zataić wiedzę o ich przyjmowaniu..

    Nie miałem jakiejś specjalnej skrytki, choć bywało, że umieszczałem płatek tabletek pomiędzy kartkami jednej z książek, wysoko na wielkim regale z książkami, który miałem w swoim pokoju, lecz zwykle po prostu używałem do tego celu skórzanej solidnej teczki, która miała dwa zamki szyfrowe, pilnowałem,żeby za każdym razem była zamknięta

  • silne przekonanie ,że leki uspokajające (benzodiazepiny) są konieczne do leczenia, życia, funkcjonowania nic innego nie jest i nie będzie w stanie pomóc uzależnionemu, gdyż ma on tak duże problemy lub nieuleczalną nerwicę, fobię, że nie ma dla niego żadnej nadziei, jest skazany na przyjmowanie leków do końca życia (przerabiałem to wielokrotnie). Tutaj zwrócę uwagę na dwa aspekty:

    - faktem jest, że do niedawna leczenie stanów lękowych, napadów paniki w nerwicy, fobii itp. inną metodą (psychoterapia), niż lekami antydepresyjnymi nowej generacji SSRI SRNI itp., starej generacji, niektórymi neuroleptykami lub benzodiazepinami było jeszcze wg mnie słabo rozpowszechnione i mało dostępne (wydaję mi się,że wciąż z tym słabo, choć już dużo lepiej). Biorąc pod uwagę też to, że w przypadku osoby, która wcześniej zażywała długo konkretne dawki benzodiazepin, leki SSRI wydają się dla niej być zupełnie nieskuteczne, to rzeczywiście może pojawiać się przekonanie, że nie ma innego wyboru jak dalsze kontynuowanie zażywania benzodiazepin (sam tak miałem)

    - takie przekonanie może też być wynikiem jeszcze ogólniej niewiedzy i niewiary ludzi w skuteczność psychoterapii, którą to badania naukowe, literatura wskazują jako główną, zalecaną i najbardziej skuteczną metodę leczenia zarówno wszelkich uzależnień jak i zaburzeń nerwicowych, jednak w mentalności ludzi istnieje jeszcze takie przeświadczenie, że choroba = przyjmowanie leku, zapominają jednak,że nie które dolegliwości organizmu, nawet bardzo dotkliwe są wynikiem stresu, wystąpienia określonych, silnych negatywnych emocji, które w nerwicy mogą być związane z określonymi przekonaniami, negatywnymi myślami, wyobrażeniami..Bardzo często zdarza się jednak tak, że osoba uzależniona nie chce podjąć leczenia, bo nie ma świadomości swojej choroby, bo nie chce się przed sobą przyznać, bo boi się, racjonalizuje wtedy powody swojego zażywania leku, minimalizuje, zaprzecza..wtedy często pojawiają się stwierdzenia w stylu „mam takie problemy,że muszę brać”, ”dla mnie nie ma już ratunku, nic się nie da zrobić, dlatego biorę” itp

  • zażywanie dodatkowej tabletki / tabletek leku (na wszelki wypadek) przed jakimś bardziej niż zwykle stresującym wydarzeniem, jak również sporadyczne zażywanie dodatkowej dawki benzodiazepin bez specjalnego powodu (np wieczorem), aby JESZCZE lepiej się poczuć, odstresować, zrelaksować, znieczulić po trudnym dniu (przerabiałem)

  • utrata kontroli, czyli nieumiejętność korzystania z leków uspokajających (benzodiazepin) i nasennych w sposób doraźny, sporadyczny, raz na jakiś czas, nieudane próby utrzymania abstynencji..Wielokrotnie próbowałem odstawić leki, przerwać ich systematyczne  zażywanie, niestety bezskutecznie..Czasem, mając całe pudełko uspokajaczy przy sobie lub w domu próbowałem brać je tylko doraźnie, przekonując się, że skoro je mam i mogę w każdej chwili zażyć, to wezmę wtedy, kiedy naprawdę będę musiał, niestety prędzej, czy później kończyło się na regularnym braniu. Myślę, że główną tego przyczyną, oprócz uzależnienia, była niewyleczona fobia społeczna, na którą w dalszym ciągu cierpiałem i brak podjęcia jakiejś innej niż tylko farmakologiczna, alternatywnej metody jej leczenia..

  • dbanie o to, by mieć stały zapas leków, uzupełnianie go z dużym wyprzedzeniem, pojawiający się silny niepokój, panika w momencie, gdy osoba uzależniona z jakiegoś powodu nie jest w stanie zdobyć dalszej porcji leków (przerabiałem to) 

  • coraz większa koncentracja wokół leków (benzodiazepin), aby je zdobyć, aby je mieć, gdy zabraknie leku osoba uzależniona traci subiektywne, ale bardzo silne poczucie bezpieczeństwa, wszystko inne schodzi na dalszy plan, potrzebuje ich by móc się uspokoić, wrócić do „równowagi”.. Pomimo dużej ilości przyjmowanych swojego czasu leków (rozwój tolerancji) nie sięgnąłem dna (tak sądzę) w typowym tego słowa znaczeniu, choć to pojęcie jest czymś bardzo indywidualnym dla każdego człowieka, gdy miałem zapas leków funkcjonowałem, żyłem „jakimś” życiem (nigdy nie brałem leków po to by się „naćpać”,czy doznać jakiegoś haju, zażywałem je tylko po by usunąć stany lęku i napięcia) ale jak kończyły się leki sprawą priorytetową stawało się ich zdobycie, po prostu traciłem równowagę emocjonalną, byłem przerażony, rozdrażniony, zdenerwowany..Odzyskiwałem ją dopiero, gdy w garści trzymałem receptę

  • regularne korzystanie z usług kilku lekarzy tzw „doctor shopping”, którzy wzajemnie nic o sobie nie wiedzą, więc nie mają wiedzy jaką w rzeczywistości dawkę leku pacjent przyjmuje ( często praktykowany sposób zdobywania leków u wielu osób), jak również bardzo pomysłowe ,zmyślone, aczkolwiek bardzo wiarygodne historie typu np “leki podebrała mi moja nastoletnia córka” “receptę wyrzuciłam przez pomyłkę do kosza na śmieci razem z reklamówką po zakupach ,następnego dnia śmieci już nie było” “kradzież zakupów w centrum handlowym”..(prof Heather Ashton)

  • realizacja recept na leki uspokajające (benzodiazepiny) lub nasenne w różnych aptekach, aby uniknąć podejrzeń..Tak bardzo wstydziłem się swojego nałogu, że pilnowałem się, by nie odwiedzać tych samych aptek zbyt często, a więc specjalne strategie, grafiki, „teatr”, czyli dbałość o pozory, odpowiednia poza, pewny sposób wysławiania się, kulturalne zachowanie, nienaganny wygląd, wszystkie te zabiegi po to, by nikt nigdy przypadkiem nie pomyślał, że mogę mieć problem z lekami 

  • zdobywanie leków w sposób nielegalny

  • samowolne zwiększanie dawek leku bez konsultacji z lekarzem, w związku z rozwojem tolerancji (oczywiście przerabiałem to)

  • objawy zespołu abstynencyjnego podczas prób zmniejszania dawki leku lub gdy znajdujemy się w sytuacji kiedy nie możemy przyjąć leku, w szpitalu, w więzieniu, ..Objawy zarówno fizyczne jak i psychiczne, drżenie, pocenie się, lęk, panika, rozdrażnienie, agresja, nieprzewidziane zachowania, często patologiczne

  • sytuacja, gdy nasi bliscy, ewentualnie ludzie z najbliższego otoczenia zauważają i zwracają nam uwagę na temat nadmiernej ilości przyjmowanych, przez nas leków uspokajających (benzodiazepin) lub leków nasennych , najczęściej z troski (moi bliscy wiedzieli o tym,że zażywam leki uspokajające, nie mieli jednak świadomości jak wysokie dawki przyjmuje, nie zdawali też chyba sobie sprawy, że jestem uzależniony, nikt z nas przez długi czasu nie zdawał sobie z tego sprawy

  • nadmierna uspokojenie, senność, niewyraźna mowa, zaburzenie koordynacji ruchów, widoczne problemy z pamięcią i koncentracją, spowolnienie, apatia, zaburzenia równowagi lub przeciwnie, nadmierne odhamowanie, euforia, agresja, dziwne pomysły, nieprzewidziane zachowania..(miałem prawie je wszystkie w różnym nasileniu i w różnych okresach)

MAPA DOJAZDOWA
W celu świadczenia usług na najwyższym poziomie, w ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Jeśli nie wyrażają Państwo zgody, uprzejmie prosimy o dokonanie stosownych zmian w ustawieniach przeglądarki internetowej.